Wielkopolskie Boże Narodzenie, część 2

Już za kilka dni święta Bożego Narodzenia. Przy tej okazji często pada słowo „tradycja”. Przyjrzyjmy się więc wielkopolskim tradycjom bożonarodzeniowym. Kilka dni temu opublikowałem część 1, dziś zapraszam na część 2.

Pora zasiąść do Wigilii

Wieczerza wigilijna to najważniejszy i najprzyjemniejszy moment świąt Bożego Narodzenia. Samo słowo wigilia pochodzi od łacińskiego vigiliae i oznacza „czuwanie nocne”, związane ze zmianami straży nocnej. Określenie to zostało przejęte przez chrześcijan w znaczeniu nocnego czuwania modlitewnego, bądź wieczornego nabożeństwa.

Wigilia na wielkopolskiej wsi, podobnie zresztą jak w całej Polsce, rozpoczyna się wraz z ukazaniem się pierwszej gwiazdki na niebie. Jest to związane z tajemniczą gwiazdą, wskazującą trzem Mędrcom drogę do Betlejem. Problem pojawiał się wtedy, gdy niebo było pochmurne, wtedy siadano do Wigilii tuż po zmroku.

1. Tadeusz Popiel (1863 – 1913) “Pierwsza Gwiazdka”.

Wieczerza rozpoczyna się dzieleniem opłatkiem. Jest to bardzo stara i rygorystycznie przestrzegana tradycja. Gospodarz dzieli się opłatkiem z domownikami, życząc mi zdrowia i spotkania w tym samym gronie, przy tym samym stole w przyszłym roku. Zwyczaj dzielenia się opłatkiem nawiązuje do łamania się chlebem obrzędowym u Żydów i starochrześcijańskiej tradycji składania na ołtarzu chlebów ofiarnych. Samo słowo opłatek pochodzi od łacińskiego oblatum, co znaczy „dar ofiarny”.

2. Wigilia w chłopskiej chacie, rys. z 1878 r.

Wielkopolskie potrawy wigilijne

To, co obecnie jada się w większości wielkopolskich domów na Wigilię, ma dość krótką tradycję sięgającą zaledwie… okresu międzywojennego i lat powojennych. Niektóre potrawy mają oczywiście starsze pochodzenie lub z czasem uległy modyfikacji. To, co stanowiło wigilijne menu w dziewiętnastowiecznej Wielkopolsce, nie przypadłoby nam chyba dziś do gustu.

Tradycyjnie podawało się siedem, dziewięć lub dwanaście potraw, najczęściej jednak dziewięć, także u szlachty. Oddaję jednak głos ojcu polskiej etnografii, Oskarowi Kolbergowi, który wielkopolskim potrawom wigilijnym poświęcił sporo uwagi. Dodam, że notatki Kolberga dotyczą połowy XIX wieku. Zwykłemi potrawami corocznie przynajmniej w liczbie 9, w stanie wyższym używanemi są: zupa migdałowa, kluseczki z sosem, karp na szaro, szczupak z szafranem, andróty z makiem albo kluski z miodem i makiem, suszone gruszki i śliwki gotowane, grzybki na sucho na oleju smażone, groch biały i karaski w oleju tretowane (smażone) z kapustą. Lud wiejski kontentuje się „siemieniuchą”, to jest zupą z siemienia konopnego, kaszą jaglaną, kapustą z grzybkami, grzybami w oleju smażonemi i kluskami z makiem. W innym miejscu pisał: Kolacyją się je, jak gwiazda na niebie się pokaże. Dają na stół dziewięć potraw. Są niemi: polewka z maku, groch polny kraszony olejem, kapusta kraszona olejem, grzyby suszone z olejem, śledź czasem smażony w oleju, kluski z jagłami, kluski słodkie z makiem, gruszki suszone i jabłka. Bogatsi nadto jedzą ryby.

Potrawami charakterystycznymi dla Wielkopolski była polewka z nasion konopi (siemieniucha), kluski z makiem, śledzie z ziemniakami, różne rodzaje kasz, polewka z maku (makówka), suszone grzyby smażone w oleju, kluski z makiem, kapusta z grzybami, a także słynne makiełki, którym trzeba poświęcić więcej uwagi. Makiełki znane są właściwie tylko w Wielkopolsce, ale podaje się je inaczej w zależności od regionu. W jednej części Wielkopolski robi się je poprzez pokrojenie bułki pszennej i namoczenie jej w mleku, a następnie dodanie maku, miodu lub cukru i rodzynek. Gdzie indziej zaś, zamiast w mleku, moczy się ją w wodzie. W innych regionach ziemi wielkopolskiej, makiełkami zwie się po prostu kluski z makiem. 

3. Makiełki.

Na deser jadało się  owoce, głownie jabłka, orzechy, kompot z suszonych owoców i ciastka, jak: makowiec, struclę, czy pierniki. Zadziwiające jest, że ryby (szczupaki czy karpie) jadało się tylko w bogatszych domach. Biedniejsi gospodarze nie jadali ryb, bo były one za drogie, co najwyżej jedyną rybą zjadaną w Wigilię były śledź.

W okresie międzywojennym coraz częściej na stołach zaczęły pojawiać się smażone ryby, barszcz z buraków i zupa grzybowa. Nowością był ryż, podawany z śliwkami, rodzynkami i cynamonem.

W okresie powojennym nastąpiły duże zmiany w wigilijnym menu i pewne ujednolicenie zestawu potraw wigilijnych. Było to spowodowane migracją i przesiedleniami dużych grup ludności, co spowodowało wzajemne przenikanie się tradycji. Pojawiły się wówczas potrawy, które je się do dzisiaj podczas Wigilii, przede wszystkim zupy: barszcz, grzybowa i rybna, smażona ryba (głównie karp). Na deser zaś powszechnie w Wielkopolsce podaje się makowiec. Na wielkopolskich stołach dalej pozostały: śledzie, kapusta z grzybami, makiełki przyrządzane na różne sposoby, czy kompot z suszonych owoców. Zniknęła za to polewka z siemienia konopnego, lnianego i maku. Prawie nigdzie nie je się kaszy i tylko gdzieniegdzie występuje nadal groch, najczęściej z kapustą.

A oto wielkopolskie menu wigilijne według innej, dziewiętnastowiecznej relacji: Potrawy te są następujące: zupa z konopi lub maku, kluski z kwasem, biały groch, kluski z faryną i miodem, kapusta, kluski z makiem, jagły lub ryż ze śliwkami, grzyby suszone, smażone na oleju i owoc suszony gotowany; do tego wódka, a czasem piwo i wino. Najpierw łamią opłatek i dzieli się nim cała rodzina; następnie gospodyni, lub dziewka stawia na stole jedną potrawę po drugiej, a gospodarz z każdej odkłada po trzy łyżki dla bydła; po kolacyi, lub w pierwsze święto rano, rozdziela gospodarz odłożone potrawy pomiędzy krowy, na pamiątkę, iż bydlątka otaczały żłóbek, w którym spoczywał Syn Boży. W niektórych znowu stronach, już w wigilią na południe dają każdej krowie śledzia i opłatek.

4. Bartolome Esteban Murillo (1617 – 1682) “Pokłon pasterzy”.

Święty Mikołaj czy Gwiazdor?

Przechodzimy teraz do omówienia zwyczaju najbardziej związanego z Wielkopolską i tradycyjnie tylko z nią utożsamianego, mianowicie przynoszenia dzieciom po wieczerzy wigilijnej prezentów lub rózeg przez nijakiego Gwiazdora. W pozostałych regionach Polski i prawie na całym świecie, do dzieci przychodzi Święty Mikołaj. Kim jest więc owa tajemnicza postać?

Należy na wstępie wyjaśnić kilka spornych kwestii. Po pierwsze – Gwiazdor nie ma nic wspólnego ze Św. Mikołajem. Święty Mikołaj owszem, przychodzi do wielkopolskich dzieci z prezentami, ale robi to w dniu swojego święta, czyli 6 grudnia. Po drugie, Gwiazdor nie został wymyślony przez władze Polski Ludowej, aby przyćmić chrześcijańskiego świętego i zastąpić go świecką postacią, tworząc tym samym „nową, świecką tradycję”, jak to miało miejsce w Związku Radzieckim, kiedy to św. Mikołaja zastąpił „Dziadek Mróz”. Gwiazdor funkcjonował w wielkopolskiej tradycji na długo przed narodzinami Karola Marksa, że o Włodzimierzu Iliczu Uljanowie, lepiej znanemu jako Lenin, nie wspomnę.

Gwiazdor zresztą bardzo różni się od św. Mikołaja. Przede wszystkim sama nazwa łączy Gwiazdora z dawnymi kolędnikami. Gwiazdor to ten, który trzymał obracającą się, oświetloną gwiazdę z papieru. Kolędników czasem zwano „gwiazdorami”, tak przynajmniej utrzymywał Oskar Kolberg. Sam Kolberg tak opisuje Gwiazdora: Po wieczerzy we wigiliją Boż. Nar. chodzą po wsi „gwiazdory”, tj. parobcy przebrani w kożuch odwrócony włosem na wierzch, przepasani pasem skórzanym, czapka (kapturek) na głowie wywrócona barankiem do góry, twarz usmarowana sadzami, krótki bat w ręku. Każą dzieciom odmawiać pacierz; nie umiejących go biją, przenosząc z figlów bicie to i na dziewki. Przybycie swe głoszą brzękiem dzwonka. Gwiazd jednak żadnych nie noszą.

5. Jacobo Tintoretto (ok. 1518 – 1594) “Boże Narodzenie”.

A tak sprawę Gwiazdora opisano w dziele Wielkopolska i Wielkopolanie pod względem rozmiaru, podziału, zarządu i płodów. Zwyczaje i obyczaje, zabawy, obrzędy, przesądy i zabobony, oraz najciekawsze podania, piosnki i zagadki ludu wielkopolskiego, wydanego w 1896 r.:

Młodzi parobcy przebierają się za gwiazdki i gwiazdorów, chodzą po wsi i dzieci straszą. Niekiedy rodzice sami zaproszą do swoich dzieci gwiazdkę i gwiazdora, wręczywszy im orzechów, jabłek, pierników, które gwiazdka wysłuchawszy pacierza, rozdaje grzecznym dzieciom, zwłaszcza dziewczynkom; starszych zaś chłopaków, a nierzadko i dorosłe dziewczęta, bije gwiazdor rózgą; jest przytem żartów, śmiechów, uciekania, wyszukiwania pochowanych dziewcząt przez groźnych gwiazdorów, co niemiara. 

Widać więc ogromną różnicę pomiędzy wielkopolskim Gwiazdorem, a znanym powszechnie św. Mikołajem. Obie postacie różnią się strojem i zachowaniem. Św. Mikołaj to dobrotliwy staruszek, w czerwonym płaszczu i czapce, z długą siwą brodą, rozdający wszystkim dzieciom prezenty i to wchodząc przez komin do domu. Lata saniami zaprzężonymi w renifery i mieszka w Laponii. Gwiazdor nie jest postacią nadprzyrodzoną. Jest to raczej osobnik dość surowy, którego dzieci się bały. Skłonny bywał raczej dawać baty za nieznajomość modlitw, niż prezenty. Z czasem jednak, prawdopodobnie już po II wojnie światowej, ludność przybyła do Wielkopolski ze Wschodu przyniosła wierzenia w Świętego Mikołaja, którego z czasem utożsamiono z naszym Gwiazdorem. W ten oto sposób Gwiazdor zyskał nowe atrybuty, nadprzyrodzoną moc i stał się znacznie bardziej łagodny niż ten tradycyjny.

Herody, czyli wielkopolscy kolędnicy

Herody, to po prostu grupy kolędników, chodzący od domu do domu i odgrywający scenki związane z narodzeniem Chrystusa, pokłonem Trzech Króli, rzezią niewiniątek i porwaniem króla Heroda do piekła za prześladowanie Dzieciątka Jezus. Sama nazwa „herody” wywodzi się oczywiście od wybitnego, choć dość okrutnego króla Judei Heroda Wielkiego, który jest centralną postacią orszaków kolędniczych. Oprócz niego w skład takich orszaków wchodzili: diabeł, anioł, śmierć, Żyd, Turek, kominiarz, marszałek i żołnierz, czasem jeszcze baba, dziad i ksiądz. Orszaki herodów wędrowały, jak już wspomniałem, od wsi do wsi i odgrywały scenki, otrzymując za to poczęstunek, lub niewielkie sumy pieniędzy. Oczywiście kolędnicy znani są w całej Polsce, tym jednak co wyróżnia wielkopolskich herodów od innych kolędników, to brak postaci zwierząt. Próżno więc szukać wśród nich chociażby popularnego w innych regionach „turonia”.  

6. Kolędnicy na pocztówce z 1937 r.

Mam nadzieję, że choć w części przybliżyłem Państwu bogactwo wielkopolskich tradycji bożonarodzeniowych. Część z nich dalej jest praktykowana, choć w nieco zmienionej formie, inne już zaniknęły.

Tekst ten stanowi poprawioną wersję wpisu, który został już opublikowany na moim pierwszym blogu: „Poznańskie Historie” 18 grudnia 2011 r.

Bibliografia:

A. Brencz, Wielkopolski rok obrzędowy. Tradycja i zmiana, Poznań 2006.

O. Kolberg, Lud, seria IX Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 1, seria X Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 2 i seria XXIII Kaliskie, Kraków 1875 – 1890.

Wielkopolska i Wielkopolanie pod względem rozmiaru, podziału, zarządu i płodów. Zwyczaje i obyczaje, zabawy, obrzędy, przesądy i zabobony, oraz najciekawsze podania, piosnki i zagadki ludu wielkopolskiego,Wydawnictwa Dzieł Ludowych K. Miarki, Mikołów 1896.

Fotografie:

  1. Tadeusz Popiel (1863 – 1913), Public domain, via Wikimedia Commons
  2. See page for author [Public domain], via Wikimedia Commons
  3. Anagoria, CC BY 3.0 https://creativecommons.org/licenses/by/3.0, via Wikimedia Commons
  4. Bartolomé Esteban Murillo, Public domain, via Wikimedia Commons
  5. Follower of Jacopo Tintoretto, Public domain, via Wikimedia Commons
  6. S.Barański, Public domain, via Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *