Wielkopolskie Boże Narodzenie, część 1

Już za kilka dni święta Bożego Narodzenia. Przy tej okazji często pada słowo „tradycja”. Przyjrzyjmy się więc wielkopolskim tradycjom bożonarodzeniowym. Dziś część pierwsza, a już wkrótce część druga.

Święta Bożego Narodzenia, jak dla wszystkich katolików, tak i dla naszych włościan są dniami bardzo uroczystymi. Już w wigilią na południe zaprzestają ciężkich robót; mężczyźni tylko przygotowują paszę dla inwentarza, kobiety krzątają się po domu, porządkują, gotują i pieką. Na południe posilają się nieco śledziem i kartoflami; dopiero gdy na niebie błyśnie pierwsza gwiazda, kładą pod stół wiązkę siana i snopek słomy i zasiadają do wieczerzy; składa się ona z dziewięciu potraw na pamiątkę dziewięciu chórów anielskich, jakie przy narodzeniu Pana Jezusa weseliły się i śpiewały. 

1. Domenico Ghirlandaio (1449 – 1494) “Boże Narodzenie”.

Tak o Bożym Narodzeniu pisano w opracowaniu etnograficznym poświęconym Wielkopolsce, wydanym w 1896 r. pt. Wielkopolska i Wielkopolanie pod względem rozmiaru, podziału, zarządu i płodów. Zwyczaje i obyczaje, zabawy, obrzędy, przesądy i zabobony, oraz najciekawsze podania, piosnki i zagadki ludu wielkopolskiego. Święta te zarówno kiedyś, jak i dziś cieszą się bodaj największą sympatią spośród wszystkich świąt chrześcijańskich. Nawet osoby niewierzące ulegają ich magii.

Gody i Gwiazdka

W Wielkopolsce święta Bożego Narodzenia zwano „Godami”, lub „Gwiazdką”. O ile nazwa Gody praktycznie już zanikła, to Gwiazdka dalej jest powszechnie używana, nawet poza granicami Wielkopolski. „Gody” w języku staropolskim oznaczały okres świąteczny i czas zabaw. W języku literackim określenie to występowało do XVIII wieku. „Godami” nazywano cały okres świąt, od Wigilii do święta Trzech Króli. Stopniowo słowo to przejęła tradycja ludowa i występowało ono dość powszechnie na wsiach wielkopolskich, ale obecnie nieliczni już starsi mieszkańcy naszego regionu posługują się tą nazwą. Dzisiaj terminu „gody” używa się najczęściej w odniesieniu do kolejnej rocznicy zawarcia związku małżeńskiego, na przykład „srebrne” czy „złote gody”.

Nazwa „Gwiazdka”, jak już wspomniałem, jest powszechnie używana i odnosi się tylko do samych świąt Bożego Narodzenia. Trudno jest znaleźć etymologię tego określenia. Prawdopodobnie nawiązuje ona do zwyczaju zasiadania do wieczerzy wigilijnej z chwilą ukazania się pierwszej gwiazdy na niebie.

2. Filippino Lippi (ok. 1457 – 1504) “Boże Narodzenie z dwoma aniołami”.

Jaka Wigilia, taki cały rok

Dawniej, a częściowo i dzisiaj, wierzy się, że to co zdarzy się w dzień 24 grudnia, będzie rzutowało na cały rok. Wróżby wigilijne mają raczej pogański, niż chrześcijański rodowód. Nie przypadkiem bowiem obchodzimy pamiątkę narodzin Chrystusa w noc przesilenia zimowego, która była szczególnym wydarzeniem dla większości kultur i ludów. Rzymianie dnia 25 grudnia obchodzili święto Narodzin Słońca Niezwyciężonego, kiedy to słońce pokonuje noc i dni stają się coraz dłuższe. Chrześcijanie przejęli to święto, tłumacząc, że narodzenie się Chrystusa było tą właśnie światłością, która pokonała ciemność.

Po dziś dzień ludzie uważają, że kto pokłóci w Wigilię, ten będzie skłócony przez cały rok. Mieszkańcy wsi powszechnie przewidywali pogodę na cały rok 24 grudnia. Jeśli w Wigilię świeciły gwiazdy, oznaczało to, że rok będzie urodzajny i dostatni. Jeśli zaś w dzień ten będzie sucho, to przez cały rok będzie zbyt dużo opadów. Jeżeli pierwszy dzień świąt przypadał w niedzielę, to cały rok będzie słoneczny i pogodny. Jeśli zaś Boże Narodzenie przypadało w piątek, to przeciwnie, rok miał być pochmurny, a jeśli na przykład w czwartek – gwarantowało to wysokie plony zbóż. Kiedy pierwszą osobą spotkaną na ulicy będzie kobieta, wówczas cały rok będzie pasmem nieszczęść i chorób (przepraszam wszystkie Panie). Wróżono także z sianka, umieszczanego pod obrusem w czasie wieczerzy wigilijnej. Kto wyciągnął dłuższe źdźbło, ten miał przed sobą jeszcze długie życie. Kto jednak nie miał tyle szczęścia i wyciągnął krótkie, niech lepiej pisze testament.

Wróżby wigilijne stanowiły nieodłączny element tradycji świątecznych: Tymczasem młodzież, dziewczęta i parobcy, wróżą sobie po przyszłości. Zjadłszy kolacyją, wychodzą przed dom i dzwonią kluczami (w niektórych okolicach idą za stodołę i wołają: „Labuś, labuś, la, la, la!”) po tem nadsłuchują, z której strony odezwie się szczekanie psów, z tej przybędzie narzeczony, lub narzeczona. Gdzie indziej znowu ciągną dziewczęta słomki; jeżeli wyciągając jedną, ta pociągnie ze sobą drugą, to można być pewną zamążpójścia; a im słomka jest gładsza, równiejsza, tem narzeczony będzie urodziwszy. Czasami wróżą sobie panny z talerzy; jeden z domowników ponakrywa talerzami: czepek, wianek, chleb i sól, a wszystkie dziewczęta po kolei wybierają talerze. Która wyciągnie czepek, ta nim rok minie będzie mężatką, wianek oznacza dalsze panieństwo, chleb dobrobyt, a sól, niestety, smutną dolę.

3. Apoloniusz Kędzierski (1861 – 1939) “Przed Pasterką”.

Co z tą choinką?

Zwyczaj przynoszenia do domu i ubierania choinki, czyli drzewka świerku lub jodły, pochodzi z XVI wieku i narodził się wśród niemieckich protestantów. Ponoć wielkim miłośnikiem i propagatorem tej nowej, jak na tamte czasy tradycji, był sam Marcin Luter. Zwyczaj ten powoli rozprzestrzeniał się po całej Europie, a na przełomie XVIII i XIX wieku dotarł do Polski, przyniesiony przez niemieckich osadników.

W Wielkopolsce tradycja przyozdabiania choinki przyjmowała się w środowiskach bardziej otwartych na kulturowe nowości, czyli wśród szlachty i mieszczan. Nie przeszkadzał temu fakt, że choinka mogła kojarzyć się z pruskim zaborcą. Chłopi, niechętni wobec wszelkich „nowinek”, długo nie uznawali tego obyczaju. Tak naprawdę, dopiero w okresie dwudziestolecia międzywojennego choinki zapanowały wszędzie, również w chłopskich chatach. Z pewnością przyczyniła się do tego akceptacja Kościoła katolickiego dla choinek, w których duchowni widzieli symbol rajskiego drzewa poznania dobrego i złego, a z którego Adam i Ewa skosztowali owoców, co doprowadziło do ich wygnania z Raju. Drzewka przyozdabiano najczęściej orzechami, jabłkami, piernikami, cukierkami, ozdobami z kolorowego papieru, a w końcu także zapalano na jego gałęziach świeczki.

4. Typowa, wielkopolska choinka.

Zwierzęta mówiące ludzkim głosem

Dawnej wierzono, że w noc wigilijną zwierzęta gospodarskie mówiły ludzkim głosem. Dotyczy to jednak tylko tych zwierząt, które według tradycji były przy narodzeniu Chrystusa w stajence, a więc krów, kóz i owiec. W nagrodę Bóg sprawił, że w noc wigilijna zwierzęta te mówią. Legenda o tym niecodziennym zachowaniu zwierząt znana była jednak tylko w niektórych rejonach Wielkopolski, choć jest to bardzo stary zwyczaj. Bardziej znana jest tradycja karmienia zwierząt domowych resztkami ze stołu wigilijnego, a nawet dzielenia się z nimi opłatkiem. Ponoć zwyczaj ten tępili kaznodzieje już przynajmniej od XV wieku, jako przejaw pogaństwa. Wróćmy jednak do naszych gadających zwierząt. Każdy, kto sądziłby, że usłyszeć mowę zwierząt jest przywilejem, ten jest w błędzie. Według ludowych wierzeń, każdy, kto usłyszy w Wigilię mowę zwierząt, ten szybko umrze. Nie była to jak widać dobra wróżba. Niech tam sobie zwierzęta rozmawiają ze sobą ludzkim głosem, my lepiej trzymajmy się od nich w tę noc daleko.

5. Peter Paul Rubens (1577 – 1640) “Pokłon Trzech Króli”.

Oto przykład takiej niezbyt szczęśliwej wróżby:

O północy, lub rychło rano jadą wszyscy na Mszę świętą zwaną Pasterką. Często opowiadają sobie, że w tę noc świętą i mizerne bydlątka przemawiają ludzkim głosem. Ktoby miał szczęście, mógłby je usłyszeć rozmawiające, ale tylko przypadkiem, bo kto umyślnie, z grzesznej ciekawości sucha, ten albo nic nie usłyszy, albo coś takiego, co mu na złe wyjdzie. Tak się stało pewnemu gospodarzowi Ciekawskiemu. Miał w oborze dwa woły, dalejże podsłuchać, co będą ze sobą mówiły. Wszedł do obory i nie czekał długo, bo oto wół czarny odzywa się do siwego:

– „I tak, bracie, w Nowy Rok będziemy mieć robotę!”.

– Ha! Cóż zrobić!” – odpowiedział siwy – „Trudno gospodarza, jak umrze, zostawić na wierzchu; trzeba go zawieźć do grobu”.

– „Toć go też i zawieziemy. Ja tylko dlatego narzekam, że to w święto trzeba ciągnąć”.

Biedny Ciekawski aż się spocił ze strachu, a nogi pod nim drżały, że ledwo się zawlókł do chałupy i zaraz musiał iść do łóżka. Jak się położył, tak już też nie wstał;  na czwarty dzień umarł, a w trzy dni później właśnie w sam Nowy Rok, wiozły do wołki do grobu.

W następnej części dowiemy się dlaczego w noc wigilijną prezenty (lub rózgi) wielkopolskim dzieciom rozdaje Gwiazdor, a nie Święty Mikołaj, co jadało się na Wigilię w wielkopolskich domach przed wielu laty i kim były Herody.

Tekst ten stanowi poprawioną wersję wpisu, który został już opublikowany na moim pierwszym blogu: „Poznańskie Historie” 15 grudnia 2011 r.

Bibliografia:

A. Brencz, Wielkopolski rok obrzędowy. Tradycja i zmiana, Poznań 2006.

O. Kolberg, Lud, seria IX Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 1, seria X Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 2 i seria XXIII Kaliskie, Kraków 1875 – 1890.

Wielkopolska i Wielkopolanie pod względem rozmiaru, podziału, zarządu i płodów. Zwyczaje i obyczaje, zabawy, obrzędy, przesądy i zabobony, oraz najciekawsze podania, piosnki i zagadki ludu wielkopolskiego,Wydawnictwa Dzieł Ludowych K. Miarki, Mikołów 1896.

Fotografie:

  1. Domenico Ghirlandaio, Public domain, via Wikimedia Commons
  2. Filippino Lippi, Public domain, via Wikimedia Commons
  3. Józef Jarmużyński, CC0, via Wikimedia Commons
  4. Fot.: Autor
  5. Peter Paul Rubens, Public domain, via Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *